niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 16 –To nie koniki, a jednorożce. Nie znasz się!

Buuuu! Ogłaszam wszem i wobec wielki powrót! A tak na serio byłam odcięta od komputera przez miesiąc - złośliwość rzeczy martwych.
_____________________

-Nudzę się! –wrzeszczał Harry.
-To zdejmij spodnie i je pilnuj –powiedziała brunetka, rozwalona na kanapie w salonie piątki chłopaków. Loczek w odpowiedzi na słowa dziewczyny z ciągnął z siebie spodnie i samych bokserkach usiadł po turecku na dywanie wpatrując się ze skupioną minę we wspomnianą część garderoby.
-Harold żartowałam – rzekła Nina wodząc poczynania chłopaka i jego minę. –Liam szybko chodź z aparatem, to trzeba uwiecznić! –krzyknęła. Już po chwili w pokoju pojawił się chłopak z aparatem fotograficznym w ręku.
-Harry co ty robisz? –zapytał Zayn wyglądający zza ramienia kolegi.
-Pilnuje spodni. Ona mi kazała – pokazał palcem Hazza.
-Po pierwsze mam imię, a po drugie to palcem się nie pokazuje – skarciła nastolatka.
-mogę dołączyć do ciebie kotku? – na schodach ukazał się Louis z ciągający spodnie.
-Lou naprawdę? Różowe bokserki w koniki? – spytała jego dziewczyna Eleonore Cadler.
-To nie koniki, tylko jednorożce. Po wszystkich bym się tego spodziewał, ale nie po tobie. Naprawdę jak mogłaś – powiedział oburzony dziewiętnastolatek.
-Normalnie jak dziecko - zaśmiała się Danielle.
-i ty przeciwko mnie? –wrzasnął Harold.
- Musisz to uwiecznić Liam – zaśmiała się jego dziewczyna. Chłopak zrobił zdjęcie.
-Ej no! – krzyknęli jednocześnie przyjaciele pilnujący spodni.
-Nie pozwoliłem robić zdjęć. Mam fatalną fryzurę – narzekał Loczek.
-Za późno mogłeś powiedzieć wcześniej –powiedziała nadal śmiejąca się Nina.
-Właśnie Harry za późno. Zdjęcie już krąży po necie.
-Niall nie żyjesz – krzyknął oburzony chłopak i zaczął gonić blondyna po całym domu. Irlandczyk uciekał przed nim, piszczeć jak dziewczyna.

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 15 – Zboczony Lou i jego zryta psychika.

Dobra macie i jarajcie się tym. 
__________________________
 
-Mamo muszę iść dzisiaj do szkoły?- jęczała nastolatka, z pierzyną naciągnięta na głowę.
-Tak, nie byłaś już tydzień, a przypominam, że musisz zaliczyć angielski i matematykę, a za trzy tygodnie koniec roku szkolnego.
-Proooszę – nadal jęczała dziewczyna.
-Powiedziałam nie i koniec-zakończyła dyskusję matka. –A i jeśli zaraz nie wstaniesz Paul pojedzie bez ciebie, co oznacza mały spacerek przez pół Londynu.
-Tak, nie ma to jak czterdziestopięciominutowy marsz do szkoły z samego rana – powiedziała Nina niechętnie wstając z łóżka.
-Co chcesz na śniadanie? – wrzasnęła Haley.
-Jedzenie – odkrzyknęła nastolatka.
-I jak siostra gotowa?
-A widzisz, żebym była gotowa? – odburknęła. – Haley – wrzasnęła na cały dom. Po chwili w drzwiach pojawiła się blondynka.
-Słucham skarbie – powiedziała żona Paula.
-Nie wiem co ubrać, a raczej nie mam.
-Kochanie, zaraz coś n a to poradzę – uśmiechnęła się przyjaźnie.
-A ty co tu tak stoisz? – warknęła w stronę Paula.
-Patrzę, jak męczysz moją śliczną i cudowną żonę siostrzyczko. Dobra ja już sobie idę. Czekam za pół godziny w aucie.
-Proszę – rzekła blondynka podając zestaw ubrań
-Dziękuję kochana jesteś – stwierdziła brunetka rzucając się na szyję dziewczynie.
-Zostaw, bo udusisz! – jęknęła blondyna.
-Już puszczam, puszczam.
*
-Hej siostrzyczko! – wydarł się dziewczynie do ucha brat.
-Paul weź tak nie wrzeszcz, bo ogłuchnę!
-Sorry, ale nie dam rady po ciebie przyjechać.
-Co?
-jajeczko. To co słyszałaś.
-Wysłałem po ciebie kogoś – i nie dając co kol wiek powiedzieć siostrze rozłączył się.

Wredota – syknęła Nina. Chwilę po rozmowie z bratem na szkolny parking, z piskiem opon wjechał brązowy samochód z przyciemnianymi szybami.
-Wskakuj mała –odezwał się ktoś zza otwartej do połowy szyby.
-Liam? Harry? Louis? Niall? Co wy tu do cholery robicie?
-Twój brat do nas zadzwonił …
-Paul – syknęła dziewczyna i zaczęła dusić rękoma powietrze, na co chłopacy wybuchli śmiechem.
-Jeżeli zaraz nie przestaniecie się śmiać, to was wykastruję, wypchnę na balkon ki zrzucę was z niego.
-Księżniczko, nie denerwuj się bo złość piękności szkodzi – Nina wytchnęła Louisowi język.
-Dobra dzieciaki, dajcie jej żyć. Wskakuj do tyłu – uspokajał ich Liam.
Nastolatka posłusznie wykonała polecenie.
-Harry, ale ja chcę przy oknie – rzekła.
-Nie, teraz jest twoja kolej siedzenia na środku –pokręcił głową Loczek.
-No, ale Lou jest zboczony. Liam zrób coś z nim.
-Nie przeszkadzaj mu nędzna niewiasto- krzyknął jej do ucha chłopak w koszulce w paski.
-Louis, wiem prawda boli, ale jesteś zboczony – powiedziała Nina ściągając rękę chłopaka ze swojego kolana.
-Bo się fochnę!
-To się fochaj.
-No i się obraziłem. Nie rozmawiam z tobą.
-To dobrze.
-No i fajnie.
-Super!
-Mamo kocham cię!
-Miałeś ze mną nie rozmawiać.
-No nie rozmawiam.
-No, a co w tej chwili robisz?
-Na pewno nie rozmawiam z tobą.
-Rozmawiasz!
-Nie rozmawiam!
-Rozmawiasz.
-Nie!
-Tak.
-Nie!
-Tak.
-Nie.
-Wiesz, że jesteś nieznośny?
-Wiem.
-To się zamknij!
-Już się zamykam.
-No … -zaczęła Nina.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem królowo Nino.
-Lou, zamknij ryja, bo będziesz dzisiaj spał sam i przyjdzie z pokoju Liama marchewkowy potwór i zje twoje marchewki z doniczek – zagroził Hazza.
-Nie, tylko nie marchewki.
-To on ma w pokoju doniczki z marchewkami? –zadała pytanie Niallowi brunetka, gdyż Harold był zajęty grożeniem przyjacielowi.
-Nawet nie próbuj zrozumieć zrytej psychiki Lou – wyjaśnił Irlandczyk.






niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 14 -Zgadnij kto to!?

Bu!!! Już rozdział 14 wow, jak to szybko leci. Miał być wcześniej, no ale szlaban miałam. Trochę martwi mnie brak komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Hmm nie będę się tym przejmowała. Miłej lektury, liczę na komentarze. 
_____________________

NINA
-Trzymaj się złotko i pamiętaj masz do nas przylecieć chociaż na tydzień – prosiła babcia.
-Halinko, oddaj mi moją piękną wnuczkę. Trzymaj się maleńka i pamiętaj o starych dziadkach z Polski. A ty młody, pamiętaj co ci mówiłem. Haley! - dziadek uściskał małżonkę swojego wnuka. –Jesteś aniołem.
-Dziękuję panu.
-Mów mi dziadku, w końcu jesteś członkiem naszej rodziny,
-Dziękuję … dziadku – dodała po chwili.
HARRY
-Louis weź ty w końcu przestań dotykać moich włosów – wrzasnął Harry siedzący na kanapie.
-Kochanie, nie gniewaj się na mnie, ale masz takie miękkie włosy.
-Idź do Elaonore ona też ma włosy!
-To nie to co twoje.
-Idę się przejść, jeśli zaraz nie przestaniesz – zagroził Loczek.
-Dobra Lou daj już mu spokój – odezwał się Liam. – Bo za karę zjem ci wszystkie marchewki.
-Nie, proszę tylko nie moje marchewki! Błagam !
-To przestań jesteś dzisiaj nie znośny.
-Foch! – krzyknął Louis i wbiegł szybko po schodach. Po chwili usłyszeli huk zatrzaskiwanych drzwi.
-Przynajmniej mamy na chwilę spokój – stwierdził Payn.
-Idę się przejść.
-Dobra, kup mu po drodze marchew.
-Spoko.
NINA
-Mamo idę się przejść – krzyknęła dziewczyna.
-Dobra, ale po drodze kup mi mleko i masło –powiedziała pani Williams, wręczając córce banknot.
Brunetka szła zatłoczonymi ulicami w stronę parku, gdy spotkała Justina.]
-Hej Jus.
-O hej Nina. Jak po weselu?
-A ok, Haley się do nas przeprowadziła, przynajmniej ma z kim pogadać jak mi się nudzi. A co u ciebie?
-No nawet dobrze,
-Słyszałam, że masz niedługo wyjechać.
- Tak, niedługo wracam do domu. Wiesz przepraszam cię, ale trochę mi się śpieszy – powiedział blondyn,
-Aha, spoko do zobaczenia.
-Pa.
Szesnastolatka pożegnała się z chłopakiem i ruszyła w stronę ławek (w parku).
HARRY
Szedłem do parku. Tak, do parku, gdy ujrzałem swoją koleżankę Ninę rozmawiającą z tym kuzynem Haley, Justinem tak to był na pewno on, tydzień temu go widział. Zobaczył, jak dziewczyna smutna żegna się z kolegą i siada na ławce. Podszedł, więc do niej ,,od tyłu” i zakrył oczy rękom.
-Ktoś ty!? – spytała przestraszona dziewczyna.
-Zgadnij.
-Harry, poznałam po głosie – oznajmiła po chwili całkiem spokojna dziewczyna.
-Ech masz rację.
-Następnym razem się tak do mnie nie  skradaj – pouczyła go.
-Postaram się.
-No ja mam nadzieję.
-Miałaś do mnie zadzwonić- rzekł po chwili ciszy Hazza.
-Wiem, przepraszam. Moi dziadkowie zostali u nas dłużej i tak jakoś się złożyło. Wyjechali dopiero dzisiaj.
-Rozumie, a jak Haley?
-Wprowadziła się do nas i jak na razie nie ma żadnych oznak załamania nerwowego.
-To dobrze?
-Bardzo.
-To się cieszę.
-Ja też. Jeszcze raz ci dziękuję, że się zgodziłeś.
- Nie ma sprawy. Wpadnij kiedyś do nas do domu.
-Ale ja nie wiem gdzie wy mieszkacie!
-Jak to nie wiesz, przecież byłaś z Zaynem.
-Nigdy mnie nie zaprosił do was do domu.
-Co za …
-Dupek? – spytała Nina.
-Właśnie dupek – powtórzył Harry. –Chodź..
-Ale gdzie?
-Najpierw po marchewkę dla Lou, bo się na mnie wkurzył a później do nas do domu. Mam zamiar pokazać ci w końcu jak mieszka pięciu facetów.
*
NINA
-Mówiłeś, że to ma być mieszkanie.
-No, a co myślałaś?
-To jest przecież ogromna willa!
-Dom, jak dom. I tak mamy mało miejsca.
-Ta ja w domu mam cztery pokoje, kuchnię i dwie łazienki … To wszystko.
-Marudzisz – otworzył drzwi przed dziewczyną chłopak. –Proszę madame.
Od samego progu słychać było jakąś kłótnie.
-Och, tylko nie to  - szepnął Hazza.
-Który z was matoły, zużył cały mój lakier do włosów – wrzeszczał Zayn.
-Już ci mówiłem, że ja – powiedział Niall.
-Ale czemu?
-Bo mi zjadłeś ostatniego cukierka.
-Stary odkupujesz mi lakier do włosów.
-A ty mi jednego cukierka!
-Stop! –wrzasnął Liam. – Ani ty, ani ty nie odkupujecie  sobie niczego i przytkać wreszcie te mordy, bo mi łeb pęka. Kłócicie się już tak od godziny!
-Dobra- usiadł zrezygnowany Mulat.
-O mamy gościa – rzekł już z entuzjazmem Liam.
-Znalazłem ją w parku na ławce sobie siedziała, więc dowiedziawszy się, że nasz kochany Malik ni zaprosił jej nigdy do nas do domu postanowiłem to jak najszybciej zmienić – rzekł z dumą Harry.
Zayn się zarumienił i jak najszybciej potrafił opuścił pokój.
-A temu co znowu? –zdziwił się Irlandczyk.
-Chyba się zawstydził.
-Nie dziwię się. Zdradził taką śliczną dziewczynę, Gdyby nie to, że jestem z Danielle … - zaczął Liam.
-Nawet nie kończ zdania – powiedziała groźnie nastolatka.
-Już, już, tylko mnie nie bij.
-Lou nadal u siebie w pokoju? – spytał Styles.
-Tak, nie wychodzi. Jak do niego zapukałam  to stwierdził, że nikt go nie kocha i będzie siedział i umierał w samotności – zacytował Liam.
-Marchewki na pewno go przekonają i od razu zmieni zdanie.
*
-O  Jezu jak późno, market zaraz zamykają. A mama kazała kupić mi mleko i masło.
-W lodówce jest jeszcze całe mleko ni i chyba masło. No chyba, że Niall ze żarł wszystko!
-Liam odwieziesz mnie do domu? – zadała pytanie robiąc oczy szczeniaczka Nina.
-Tak, jasne o tej porze nawet bym ci na to nie pozwolił.
-Dzięki …
-Harry jedziesz z nami?
-Tak, jasne – w progu od razu pojawił się entuzjastycznie kiwający głową chłopak.

niedziela, 28 października 2012

Rozdział 13 – Dziadek Henio i babcia Halinka.

Hejo! Przepraszam, miał być wcześniej, ale jak zwykle wyszło inaczej. Choroba mnie dopadła, ale już jest lepiej, wracam do życia. Dobra rozdział mi się nie podoba, ale nie mnie to oceniać. Miłej lektury! A i zmieniłam wygląd bloga. Mam nadzieję, że się podoba.
___________________

-Haley, nie denerwuj się bo się spocisz – skarciła pannę młodą druhna.
- Oj tam, oj tam najwyżej mi makijaż spłynie z twarzy.
- No ale wtedy twoja biała suknia będzie cała  czarnych i brązowych plamach. Chcesz tego – brunetka spojrzała groźnie na nią. Blondynka pokręciła głową.
-Wiesz, że jesteś kochana? Sama powinnaś się już przygotowywać, a nie jesteś nawet uczesana.
-Tak wiem, wiem mówić mi o tym nie musisz, ale chyba naprawdę masz rację powinnam już iść do domu, bo o piętnastej trzydzieści ma przyjść już po mnie kolega.
- Zdradzisz mi już w końcu kto to?
-Nie dowiesz się dopiero o szesnastej, przykro mi.
- Męczysz mnie już prawie od tygodnia, proszę powiedz mi – prosiła z miną szczeniaczka Haley.
-Nie, wytrzymałaś prawie cały tydzień, więc te kilka godzin dasz radę.
-Jesteś wredna.
-Tak wiem i dobrze mi z tym. Już spadam, zostawiam cię samą, mam nadzieję, że się nie poryczysz i nie zniszczysz mojego i Sam dzieła. Dlatego też bym to ja nie była niszczycielką tego dzieła  nie przytulę cię na pożegnanie.
- Szkoda, dobra jakoś wytrzymam, zaraz przyjedzie z lotniska mama z kuzynostwem, a właśnie Jus był zawiedzony, że z nim nie idziesz.
- Haley, nawet  nie wiem jak on wygląda, a zdjęcia z dzieciństwa mnie  nie obchodzą – dodała szesnastolatka. – Dobra lecę, pa – w powietrzu przesłała buziaka.
*
Nina weszła do domu. W salonie ujrzała już swoich dziadków. Babcia miała ubraną długą, pomarańczową suknie, czarne, długie włosy miała spięte w schludny kok. Natomiast dziadek miał na sobie czarny smoking i tego samego koloru muchę. A jego siwe włosy jak zwykle w jednym miejscu odstawały. Babcia Halinka stała z grzebieniem nad dziadkiem próbowała ,,coś” z nimi zrobić.
-Henio, nie wierć się tak!
-Ale Halinko ja siedzę już tak sztywno.
-Sztywno, sztywno? Henio, ale ty przecież cały czas się wiercisz!
-Kobieto, nie masz racji po raz kolejny.
-Babcia, dziadek jak dawno was nie widziała – dziewczyna podbiegła do swoich dziadków ich uściskać.
-Jezu wnusiu jak ty wyrosłaś, wyładniałaś – zachwycał się dziadek.
-No, ale Heniu jaka z niej chudzina. Matka jeść ci w ogóle jeszcze daje?
- Tak, codziennie jak wracam ze szkoły czeka mnie ciepły obiadek zrobiony przez mamę, albo w tak zwanych wyjątkowych sytuacjach przez Paula – skłamała. Na co Paul zachichotał a Nan posłała jej dziękujące spojrzenie.
-Dobra idź się dziecko już ubierać, bo nie zdążysz –wyganiała babcia.
*
Dziewczyna powoli schodziła po schodach uważając, żeby się  nie potknąć w swoich wysokich szpilkach . Włosy miała delikatnie zakręcone i zapleciony w niedbały warkocz opadający na ramię. Gdzieniegdzie z warkocza wychodziły kosmyki włosów.  Sukienka natomiast idealnie pasowała do jej fryzury. Makijaż był delikatny, jednak nie na tyle, by był całkiem niewidoczny.
-Łał –powiedział dziadek.
-Henio zamknij buzię, bo ci mucha wleci – skarcił swojego małżonka babcia.
- You look lovely today (Ślicznie dziś wyglądasz) – powiedział ktoś po angielsku.
- Och, thank you. Been waiting for? (Och, dziękuję. Długo czekałeś?)- odpowiedziała w tym samym języku nastolatka.
-Nie,  tylko chwileczkę. Nawet się zresztą nie nudziłem. Masz całkiem zabawnego dziadka.
-Dziękuję, za komplement – odezwał się starszy pan.
-Henio, z tymi twoimi włosami nic się nie da zrobić, może gdybyś się tak nie wiercił – narzekała babcia. – I jak ty wyglądasz? Ogarnij się już!
-Kobieto znowu przesadzasz. Nie wiem jak wy, ale ja zgłodniałem – rzekł dziadek Henio i wyszedł do pomieszczenia obok.
-Zacznijcie się już martwić o jutrzejsze  śniadanie, bo ten żarłok wszystko wam zje.
-Słyszałem to kobieto mojego życia – krzyknął z kuchni wspomniany mężczyzna.
-Naprawdę nie żartuję – dodała teatralnym szeptem kobieta.
-Babciu, od kiedy wy mówicie po angielsku?
-Oj wnusiu, od kiedy Paul poznał Haley, od razu wiedzieliśmy, że ona mu nie odpuści. Nie znam jej osobiście, ale to musi być złota dziewczyna.
- Masz rację babciu to złota dziewczyna.
*
-Droga młodzieży, skierujmy się do mojego automobilu.
-Ale Henio, on nie jest twój tylko jest wypożyczony i żaden z niego automobil, tylko zwyczajny samochód Henio.
-przesadzasz jak zwykle kobieto.
-Twój dziadek tak zawsze? – zapytał Loczek.
-Czasami jeszcze gorzej mu odbija- szepnęła Nina wsiadając na tylnie siedzenie.
*
-Mój wnuk poprosił mnie, żebym wygłosił tę oto mowę. Jest to dla mnie szczegółu lny ,moment. Mój wnuk się żeni, nigdy nie myśleliśmy z Halinką, że dożyjemy tego momentu. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że kogokolwiek sie znajdzie, kto by wytrzymał z nim dłużej niż trzy dni. Pamiętam, gdy w przedszkolu oznajmił nam w domu, że ma dziewczynę. Następnego dnia przyszedł do domu i powiedział, że zerwał z nią , bo bawiła się z małym Maćkiem,, ale znalazł już sobie nową dziewczynę, i że nie mamy się o niego martwić. Z żadną ni wytrzymał dłużej niż tydzień …
-Nie prawda dziadku, bo w zerówce chodziłem dwa tygodnie z rudą Zuzią – cała sala wybuchła śmiechem.
-Haley musi być aniołem, albo mieć nerwy ze stali, jeśli jeszcze nie zostawiła mojego wnuka. Pamiętaj młody , nie schrzań jego, bo drugiej takiej nie znajdziesz. I zostaniesz starym zrzędą, jak nasz sąsiad Kowalski. Mówię ci to jako stary, doświadczony życiem facet. Jeśli ją naprawdę kochasz, to każdego poranka, przy każdym pocałunku będziesz zakochiwał się w niej na nowo. Bo prawdziwa miłość to taka, która przetrwa lata i jeszcze dłużej. Dziękuję –rozległy się gromkie brawa, dziadek zszedł ze sceny hotelu znajdującego się na obrzeżach miasta.
-Zatańczymy? – zaproponował Harry.
-Tak, jasne – zgodziła się brunetka.
Leciała akurat dość szybka piosenka. Weszli na parkiet i zaczęli tańczyć, gdy z głośników popłynęła wolna, romantyczna ballada. Dziewczyna poczuła się niezręcznie, Hazza chwycił dziewczynę za rękę, która chciała już zejść z parkietu i już po chwili tańczyli. Dziewczyna położyła chłopakowi głowę na ramieniu.
-Dziękuję, że mnie zaprosiłaś –szepnął jej do ucha nastolatek.
-Nie , to ja dziękuję, że się w ogóle zgodziłeś. Gdyby nie ty to siedziałabym z kuzynem Haley i gadała o matmie.
-Wiesz w ogóle, który to ten Justin?
-Nie i na razie nie chcę, chociaż tak mnie to pewnie nie ominie, bo panna młoda będzie chciała ,,umilić” sobie jeszcze bardziej dzień.
-Długo czekać nie musiała –szepnęła mu na ucho brunetka, widząc zbliżającą się przyjaciółkę i jakiegoś znajomego chłopaka, przystojnego chłopaka dodam.
-Nina, to jest Justin, Justin to jest Nina.
-Hej, mam wrażenie, że my się już kiedyś widzieliśmy.
-Tak, nie byłeś może kiedyś na wymianie międzyszkolnej we Włoszech?
-Skąd wiesz?
-Chodziłeś do tej szkoły co ja, jak byłeś na wymianie. Pamiętasz może Alexa?
-No jasne, nawet spałem u niego w domu!
- No ja jestem jego dziewczyną, byłą dziewczyną –dodała dla jasności.
-Przykro mi . A to jest twój owy chłopak? –spytał spoglądając na Loczka.
-Nie, to mój przyjaciel. Aktualnie jestem sama,
-Zbiera się po ostatnim związku takim jednym palantem –wtrąciła Haley.
-Wiem, że Zayn zachował się jak debil, ale nie musisz obrażać go przy obcych – bronił przyjaciela Harold.
-No dobra, ale on skrzywdził Ninę. Ta przez niego wylądowała w szpitalu!
-No wiesz, gdyby trochę bardziej uważała i nie właziła na jezdnię na czerwonym, to by jej samochód nie potrącił!
Nina ze łzami w oczach szybkim tempem oddaliła się od znajomych.
-Tu jesteś, wszędzie cię szukałem – powiedział Styles do dziewczyny siedzącej na schodach przed budynkiem.
-Czemu to powiedziałeś? To była jego wina, to przez niego i tę jego ,,kuzynkę” Merry wpadłam pod auto, gdyby mnie naprawdę kochał, to by mnie nie zdradził a ja dowiedziawszy się tego oczywiście z gazety, nie wybiegłabym na jezdnię tak szybko. Chociaż z drugiej strony, to była była wina kierowcy, bo …- w tym momencie chłopak pocałował dziewczynę mocno i namiętnie.
-Co to było?
-Przeprosiny, nie powinienem był tak o tobie mówić. Wspomniałaś, że Zayn powiedział ci, że to jego kuzynka tak?
-Yhm. A co?
-Bo to wcale jego kuzynka nie była.
-Wiedziałam.
-To była jego była dziewczyna, którą spotkał przypadkiem w nocnym klubie.
-Aha, ale dlaczego się z nią całował?
-Pewnie chcieli sprawdzić czy coś jeszcze do siebie czują.
To i tak nie zmienia faktu, że tak nie powinien robić będąc ze mną, to była zdrada.
-Wiem, zimno ci wejdźmy do środka, bo się jeszcze przeziębisz