I jak po świętach? Rozdział smutny, ale taki miał być, w końcu śmierć bliskiej osoby nigdy nie jest wesoła, ale cóż taka jest kolei rzeczy ...
_____________
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
-Nina szybko, zbieraj się jedziemy do szpitala – do pokoju
wbiegła zmartwiona blondynka.
-Co się dzieje? Jest sobota, chciałabym w spokoju chodź raz
poczytać książkę.
-Paul jest w szpitalu. Walczy o życie – wysapała Haley.
-Co?! Przecież powinien być teraz w pracy.
-No właśnie. Po drodze do pracy miał jakiś wypadek. – Nina gwałtownie
po tych słowach zerwała się z łóżka.
-Jedziemy do szpitala natychmiast – zadecydowała młodsza z
dwóch dziewczyn.
*
-Pani Haley Davis? – spytał przysadzisty, łysy lekarz w
okularach.
-Haley Williams – poprawiła blondynka.
-Coś już wiadomo> -zapytała brunetka.
-A pani to pewnie Nina Williams – stwierdził drugi, młodszy
lekarz.
Na co Nina kiwnęła głową.
-No i co z nim?
-Jest w stanie krytycznym, przeszedł już operację,
najbliższe dwadzieścia cztery godziny zadecydują o wszystkim. Na razie musimy
czekać – z oczu żony chłopaka pociekły łzy.
-Haley, nie martw się, wszystko będzie dobrze, zobaczysz –
pocieszała swoją bratową nastolatka.
-Jedź do domu, zamówię taksówkę – powiedziała blondynka
przez łzy.
-Nie, zostanę – upierała się.
-Jestem starsza, więc mnie musisz słuchać. Więc tak
pojedziesz do domu, przebierzesz się, zawiadomisz swoją matkę, bo
najprawdopodobniej nic jeszcze nie wie, bo ma dyżur w drugim szpitalu i
przyjedziesz tu z czystymi ubraniami i jakimś jedzeniem dla mnie. Zrozumiano? –
rozkazała dziewiętnastolatka.
*
-Liam, mam prośbę … - zaczęła rozmowę telefoniczną
dziewczyna.
-Słucham, co mogę dla ciebie zrobić?
-Zawieziesz mnie do szpitala?
-Po co?
-Paul miała wypadek.
-Co? Kiedy?
-Dzisiaj, jak jechał do pracy, nie zauważył wyjeżdżającego,
z dużą prędkością autobusu. Nie zdążył zjechać
na pobocze. Przynajmniej tak opisuje to policja, po przesłuchaniu
naocznych świadków i kierowcy.
-Przykro mi. Za piętnaście minut będę u ciebie. Szybciej
chyba nie dam rady przejechać przez pół Londynu.
*
-Haley, już coś wiadomo? – przywitała blondynkę wręczając
jej reklamówkę ubraniami i jedzeniem. Dziewiętnastolatka pokręciła głową.
-Przed chwilą znowu zabrali go na salę operacyjną . Lekarz powiedział, że mam czekać i pobiegł go
operować – westchnęła żona poszkodowanego.
-Nie martw się już tak
- pocieszał Liam.
-Łatwo ci mówić, to mój mąż, jesteśmy krótko po ślubie i
mogę go już stracić i to w taki sposób. Jak mam się nie martwić? Gdyby mi ktoś
powiedział czemu go operują – westchnęła nerwowo spoglądając w stronę wspomnianej
sali.
-Panie Williams – z Sali wyłonił się ten sam lekarz co
ostatnio.-Mam przykre wieści. Paul umarł. Jego serce nie wytrzymało. Obrażenia
okazały się zbyt poważne, miał w trzech miejscach złamany kręgosłup oraz
połamane obie nogi. Nawet, jeśli by przeżył, nie był by sprawny. Najprawdopodobniej
siedziałby na wózku i nie mówił – oznajmił smutno chirurg. –Naprawdę przykro
mi - powiedział i oddalił się. Z oczu
obu dziewczyn popłynęły łzy. Nina bezradnie osunęła się po ścianie siadając w
ten sposób na podłodze, chowając zapłakaną twarz w dłoniach. Haley usiadła na krześle, a po policzkach
spływały wielkie krople łez. Chłopcy na początku trochę zmieszani stali z boku
przygnębieni wiadomością o śmierci kolegi, którego poznali w programie, -Harry,
idź pocieszyć Ninę, widzisz w jakim jest stanie – szepnął Loczkowi Liam, sam
podchodząc do żony zmarłego.
,,Raz kozie śmierć” –pomyślał rówieśnik szesnastolatki.
Usiadł koło niej i ją przytulił. Nastolatka odwzajemniła
uścisk.
-Nie martw się, będzie dobrze – w drugim końcu korytarza
Liam pocieszał załamaną Haley.
-Dobrze? Liam, nie będzie dobrze. Ja … ja, jestem w ciąży – wychlipała
blondynka.
-Oj zobaczysz, sama z tym wszystkim nie zostaniesz, jest
Nina, jej matka, dziadkowie Paula i … jesteśmy my. Całe One Direktion. Będziemy
pomagali ci, a przynajmniej ja, jak tylko umiem – obiecywał chłopak na koniec
przytulając dziewczynę.