sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 17 – Będzie dobrze – musi.



I jak po świętach? Rozdział smutny, ale taki miał być, w końcu śmierć bliskiej osoby nigdy nie jest wesoła, ale cóż taka jest kolei rzeczy ...
_____________
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

-Nina szybko, zbieraj się jedziemy do szpitala – do pokoju wbiegła zmartwiona blondynka.

-Co się dzieje? Jest sobota, chciałabym w spokoju chodź raz poczytać książkę.

-Paul jest w szpitalu. Walczy o życie – wysapała Haley.

-Co?! Przecież powinien być teraz w pracy.

-No właśnie. Po drodze do pracy miał jakiś wypadek. – Nina gwałtownie po tych słowach zerwała się z łóżka.

-Jedziemy do szpitala natychmiast – zadecydowała młodsza z dwóch dziewczyn.

*

-Pani Haley Davis? – spytał przysadzisty, łysy lekarz w okularach.

-Haley Williams – poprawiła blondynka.

-Coś już wiadomo> -zapytała brunetka.

-A pani to pewnie Nina Williams – stwierdził drugi, młodszy lekarz.

Na co Nina kiwnęła głową.

-No i co z nim?

-Jest w stanie krytycznym, przeszedł już operację, najbliższe dwadzieścia cztery godziny zadecydują o wszystkim. Na razie musimy czekać – z oczu żony chłopaka pociekły łzy.

-Haley, nie martw się, wszystko będzie dobrze, zobaczysz – pocieszała swoją bratową nastolatka.

-Jedź do domu, zamówię taksówkę – powiedziała blondynka przez łzy.

-Nie, zostanę – upierała się.

-Jestem starsza, więc mnie musisz słuchać. Więc tak pojedziesz do domu, przebierzesz się, zawiadomisz swoją matkę, bo najprawdopodobniej nic jeszcze nie wie, bo ma dyżur w drugim szpitalu i przyjedziesz tu z czystymi ubraniami i jakimś jedzeniem dla mnie. Zrozumiano? – rozkazała dziewiętnastolatka.

*

-Liam, mam prośbę … - zaczęła rozmowę telefoniczną dziewczyna.

-Słucham, co mogę dla ciebie zrobić?

-Zawieziesz mnie do szpitala?

-Po co?

-Paul miała wypadek.

-Co? Kiedy?

-Dzisiaj, jak jechał do pracy, nie zauważył wyjeżdżającego, z dużą prędkością autobusu. Nie zdążył zjechać  na pobocze. Przynajmniej tak opisuje to policja, po przesłuchaniu naocznych świadków i kierowcy.

-Przykro mi. Za piętnaście minut będę u ciebie. Szybciej chyba  nie dam rady przejechać  przez pół Londynu.

*

-Haley, już coś wiadomo? – przywitała blondynkę wręczając jej reklamówkę ubraniami i jedzeniem. Dziewiętnastolatka pokręciła głową.

-Przed chwilą znowu zabrali go na salę operacyjną .  Lekarz powiedział, że mam czekać i pobiegł go operować – westchnęła żona poszkodowanego.

-Nie martw się już tak  - pocieszał Liam.

-Łatwo ci mówić, to mój mąż, jesteśmy krótko po ślubie i mogę go już stracić i to w taki sposób. Jak mam się nie martwić? Gdyby mi ktoś powiedział czemu go operują – westchnęła nerwowo spoglądając w stronę wspomnianej sali.

-Panie Williams – z Sali wyłonił się ten sam lekarz co ostatnio.-Mam przykre wieści. Paul umarł. Jego serce nie wytrzymało. Obrażenia okazały się zbyt poważne, miał w trzech miejscach złamany kręgosłup oraz połamane obie nogi. Nawet, jeśli by przeżył, nie był by sprawny. Najprawdopodobniej siedziałby na wózku i nie mówił – oznajmił smutno chirurg. –Naprawdę przykro mi  - powiedział i oddalił się. Z oczu obu dziewczyn popłynęły łzy. Nina bezradnie osunęła się po ścianie siadając w ten sposób na podłodze, chowając zapłakaną twarz w dłoniach.  Haley usiadła na krześle, a po policzkach spływały wielkie krople łez. Chłopcy na początku trochę zmieszani stali z boku przygnębieni wiadomością o śmierci kolegi, którego poznali w programie, -Harry, idź pocieszyć Ninę, widzisz w jakim jest stanie – szepnął Loczkowi Liam, sam podchodząc do żony zmarłego. 

,,Raz kozie śmierć” –pomyślał rówieśnik szesnastolatki.

Usiadł koło niej i ją przytulił. Nastolatka odwzajemniła uścisk.

-Nie martw się, będzie dobrze – w drugim końcu korytarza Liam pocieszał załamaną Haley.

-Dobrze? Liam, nie będzie dobrze. Ja … ja, jestem w ciąży – wychlipała blondynka.

-Oj zobaczysz, sama z tym wszystkim nie zostaniesz, jest Nina, jej matka, dziadkowie Paula i … jesteśmy my. Całe One Direktion. Będziemy pomagali ci, a przynajmniej ja, jak tylko umiem – obiecywał chłopak na koniec przytulając dziewczynę.


niedziela, 23 grudnia 2012

Wesołych!

Staropolskim obyczajem, gdy w Wigilię gwiazda wstaje, Nowy Rok zaś cyfrę zmienia, wszyscy wszystkim ślą życzenia. Przy tej pięknej sposobności i ja życzę Ci radości, aby Tobie się darzyło, z roku na rok lepiej było.
 Ave Harold!

niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 16 –To nie koniki, a jednorożce. Nie znasz się!

Buuuu! Ogłaszam wszem i wobec wielki powrót! A tak na serio byłam odcięta od komputera przez miesiąc - złośliwość rzeczy martwych.
_____________________

-Nudzę się! –wrzeszczał Harry.
-To zdejmij spodnie i je pilnuj –powiedziała brunetka, rozwalona na kanapie w salonie piątki chłopaków. Loczek w odpowiedzi na słowa dziewczyny z ciągnął z siebie spodnie i samych bokserkach usiadł po turecku na dywanie wpatrując się ze skupioną minę we wspomnianą część garderoby.
-Harold żartowałam – rzekła Nina wodząc poczynania chłopaka i jego minę. –Liam szybko chodź z aparatem, to trzeba uwiecznić! –krzyknęła. Już po chwili w pokoju pojawił się chłopak z aparatem fotograficznym w ręku.
-Harry co ty robisz? –zapytał Zayn wyglądający zza ramienia kolegi.
-Pilnuje spodni. Ona mi kazała – pokazał palcem Hazza.
-Po pierwsze mam imię, a po drugie to palcem się nie pokazuje – skarciła nastolatka.
-mogę dołączyć do ciebie kotku? – na schodach ukazał się Louis z ciągający spodnie.
-Lou naprawdę? Różowe bokserki w koniki? – spytała jego dziewczyna Eleonore Cadler.
-To nie koniki, tylko jednorożce. Po wszystkich bym się tego spodziewał, ale nie po tobie. Naprawdę jak mogłaś – powiedział oburzony dziewiętnastolatek.
-Normalnie jak dziecko - zaśmiała się Danielle.
-i ty przeciwko mnie? –wrzasnął Harold.
- Musisz to uwiecznić Liam – zaśmiała się jego dziewczyna. Chłopak zrobił zdjęcie.
-Ej no! – krzyknęli jednocześnie przyjaciele pilnujący spodni.
-Nie pozwoliłem robić zdjęć. Mam fatalną fryzurę – narzekał Loczek.
-Za późno mogłeś powiedzieć wcześniej –powiedziała nadal śmiejąca się Nina.
-Właśnie Harry za późno. Zdjęcie już krąży po necie.
-Niall nie żyjesz – krzyknął oburzony chłopak i zaczął gonić blondyna po całym domu. Irlandczyk uciekał przed nim, piszczeć jak dziewczyna.

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 15 – Zboczony Lou i jego zryta psychika.

Dobra macie i jarajcie się tym. 
__________________________
 
-Mamo muszę iść dzisiaj do szkoły?- jęczała nastolatka, z pierzyną naciągnięta na głowę.
-Tak, nie byłaś już tydzień, a przypominam, że musisz zaliczyć angielski i matematykę, a za trzy tygodnie koniec roku szkolnego.
-Proooszę – nadal jęczała dziewczyna.
-Powiedziałam nie i koniec-zakończyła dyskusję matka. –A i jeśli zaraz nie wstaniesz Paul pojedzie bez ciebie, co oznacza mały spacerek przez pół Londynu.
-Tak, nie ma to jak czterdziestopięciominutowy marsz do szkoły z samego rana – powiedziała Nina niechętnie wstając z łóżka.
-Co chcesz na śniadanie? – wrzasnęła Haley.
-Jedzenie – odkrzyknęła nastolatka.
-I jak siostra gotowa?
-A widzisz, żebym była gotowa? – odburknęła. – Haley – wrzasnęła na cały dom. Po chwili w drzwiach pojawiła się blondynka.
-Słucham skarbie – powiedziała żona Paula.
-Nie wiem co ubrać, a raczej nie mam.
-Kochanie, zaraz coś n a to poradzę – uśmiechnęła się przyjaźnie.
-A ty co tu tak stoisz? – warknęła w stronę Paula.
-Patrzę, jak męczysz moją śliczną i cudowną żonę siostrzyczko. Dobra ja już sobie idę. Czekam za pół godziny w aucie.
-Proszę – rzekła blondynka podając zestaw ubrań
-Dziękuję kochana jesteś – stwierdziła brunetka rzucając się na szyję dziewczynie.
-Zostaw, bo udusisz! – jęknęła blondyna.
-Już puszczam, puszczam.
*
-Hej siostrzyczko! – wydarł się dziewczynie do ucha brat.
-Paul weź tak nie wrzeszcz, bo ogłuchnę!
-Sorry, ale nie dam rady po ciebie przyjechać.
-Co?
-jajeczko. To co słyszałaś.
-Wysłałem po ciebie kogoś – i nie dając co kol wiek powiedzieć siostrze rozłączył się.

Wredota – syknęła Nina. Chwilę po rozmowie z bratem na szkolny parking, z piskiem opon wjechał brązowy samochód z przyciemnianymi szybami.
-Wskakuj mała –odezwał się ktoś zza otwartej do połowy szyby.
-Liam? Harry? Louis? Niall? Co wy tu do cholery robicie?
-Twój brat do nas zadzwonił …
-Paul – syknęła dziewczyna i zaczęła dusić rękoma powietrze, na co chłopacy wybuchli śmiechem.
-Jeżeli zaraz nie przestaniecie się śmiać, to was wykastruję, wypchnę na balkon ki zrzucę was z niego.
-Księżniczko, nie denerwuj się bo złość piękności szkodzi – Nina wytchnęła Louisowi język.
-Dobra dzieciaki, dajcie jej żyć. Wskakuj do tyłu – uspokajał ich Liam.
Nastolatka posłusznie wykonała polecenie.
-Harry, ale ja chcę przy oknie – rzekła.
-Nie, teraz jest twoja kolej siedzenia na środku –pokręcił głową Loczek.
-No, ale Lou jest zboczony. Liam zrób coś z nim.
-Nie przeszkadzaj mu nędzna niewiasto- krzyknął jej do ucha chłopak w koszulce w paski.
-Louis, wiem prawda boli, ale jesteś zboczony – powiedziała Nina ściągając rękę chłopaka ze swojego kolana.
-Bo się fochnę!
-To się fochaj.
-No i się obraziłem. Nie rozmawiam z tobą.
-To dobrze.
-No i fajnie.
-Super!
-Mamo kocham cię!
-Miałeś ze mną nie rozmawiać.
-No nie rozmawiam.
-No, a co w tej chwili robisz?
-Na pewno nie rozmawiam z tobą.
-Rozmawiasz!
-Nie rozmawiam!
-Rozmawiasz.
-Nie!
-Tak.
-Nie!
-Tak.
-Nie.
-Wiesz, że jesteś nieznośny?
-Wiem.
-To się zamknij!
-Już się zamykam.
-No … -zaczęła Nina.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem królowo Nino.
-Lou, zamknij ryja, bo będziesz dzisiaj spał sam i przyjdzie z pokoju Liama marchewkowy potwór i zje twoje marchewki z doniczek – zagroził Hazza.
-Nie, tylko nie marchewki.
-To on ma w pokoju doniczki z marchewkami? –zadała pytanie Niallowi brunetka, gdyż Harold był zajęty grożeniem przyjacielowi.
-Nawet nie próbuj zrozumieć zrytej psychiki Lou – wyjaśnił Irlandczyk.






niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 14 -Zgadnij kto to!?

Bu!!! Już rozdział 14 wow, jak to szybko leci. Miał być wcześniej, no ale szlaban miałam. Trochę martwi mnie brak komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Hmm nie będę się tym przejmowała. Miłej lektury, liczę na komentarze. 
_____________________

NINA
-Trzymaj się złotko i pamiętaj masz do nas przylecieć chociaż na tydzień – prosiła babcia.
-Halinko, oddaj mi moją piękną wnuczkę. Trzymaj się maleńka i pamiętaj o starych dziadkach z Polski. A ty młody, pamiętaj co ci mówiłem. Haley! - dziadek uściskał małżonkę swojego wnuka. –Jesteś aniołem.
-Dziękuję panu.
-Mów mi dziadku, w końcu jesteś członkiem naszej rodziny,
-Dziękuję … dziadku – dodała po chwili.
HARRY
-Louis weź ty w końcu przestań dotykać moich włosów – wrzasnął Harry siedzący na kanapie.
-Kochanie, nie gniewaj się na mnie, ale masz takie miękkie włosy.
-Idź do Elaonore ona też ma włosy!
-To nie to co twoje.
-Idę się przejść, jeśli zaraz nie przestaniesz – zagroził Loczek.
-Dobra Lou daj już mu spokój – odezwał się Liam. – Bo za karę zjem ci wszystkie marchewki.
-Nie, proszę tylko nie moje marchewki! Błagam !
-To przestań jesteś dzisiaj nie znośny.
-Foch! – krzyknął Louis i wbiegł szybko po schodach. Po chwili usłyszeli huk zatrzaskiwanych drzwi.
-Przynajmniej mamy na chwilę spokój – stwierdził Payn.
-Idę się przejść.
-Dobra, kup mu po drodze marchew.
-Spoko.
NINA
-Mamo idę się przejść – krzyknęła dziewczyna.
-Dobra, ale po drodze kup mi mleko i masło –powiedziała pani Williams, wręczając córce banknot.
Brunetka szła zatłoczonymi ulicami w stronę parku, gdy spotkała Justina.]
-Hej Jus.
-O hej Nina. Jak po weselu?
-A ok, Haley się do nas przeprowadziła, przynajmniej ma z kim pogadać jak mi się nudzi. A co u ciebie?
-No nawet dobrze,
-Słyszałam, że masz niedługo wyjechać.
- Tak, niedługo wracam do domu. Wiesz przepraszam cię, ale trochę mi się śpieszy – powiedział blondyn,
-Aha, spoko do zobaczenia.
-Pa.
Szesnastolatka pożegnała się z chłopakiem i ruszyła w stronę ławek (w parku).
HARRY
Szedłem do parku. Tak, do parku, gdy ujrzałem swoją koleżankę Ninę rozmawiającą z tym kuzynem Haley, Justinem tak to był na pewno on, tydzień temu go widział. Zobaczył, jak dziewczyna smutna żegna się z kolegą i siada na ławce. Podszedł, więc do niej ,,od tyłu” i zakrył oczy rękom.
-Ktoś ty!? – spytała przestraszona dziewczyna.
-Zgadnij.
-Harry, poznałam po głosie – oznajmiła po chwili całkiem spokojna dziewczyna.
-Ech masz rację.
-Następnym razem się tak do mnie nie  skradaj – pouczyła go.
-Postaram się.
-No ja mam nadzieję.
-Miałaś do mnie zadzwonić- rzekł po chwili ciszy Hazza.
-Wiem, przepraszam. Moi dziadkowie zostali u nas dłużej i tak jakoś się złożyło. Wyjechali dopiero dzisiaj.
-Rozumie, a jak Haley?
-Wprowadziła się do nas i jak na razie nie ma żadnych oznak załamania nerwowego.
-To dobrze?
-Bardzo.
-To się cieszę.
-Ja też. Jeszcze raz ci dziękuję, że się zgodziłeś.
- Nie ma sprawy. Wpadnij kiedyś do nas do domu.
-Ale ja nie wiem gdzie wy mieszkacie!
-Jak to nie wiesz, przecież byłaś z Zaynem.
-Nigdy mnie nie zaprosił do was do domu.
-Co za …
-Dupek? – spytała Nina.
-Właśnie dupek – powtórzył Harry. –Chodź..
-Ale gdzie?
-Najpierw po marchewkę dla Lou, bo się na mnie wkurzył a później do nas do domu. Mam zamiar pokazać ci w końcu jak mieszka pięciu facetów.
*
NINA
-Mówiłeś, że to ma być mieszkanie.
-No, a co myślałaś?
-To jest przecież ogromna willa!
-Dom, jak dom. I tak mamy mało miejsca.
-Ta ja w domu mam cztery pokoje, kuchnię i dwie łazienki … To wszystko.
-Marudzisz – otworzył drzwi przed dziewczyną chłopak. –Proszę madame.
Od samego progu słychać było jakąś kłótnie.
-Och, tylko nie to  - szepnął Hazza.
-Który z was matoły, zużył cały mój lakier do włosów – wrzeszczał Zayn.
-Już ci mówiłem, że ja – powiedział Niall.
-Ale czemu?
-Bo mi zjadłeś ostatniego cukierka.
-Stary odkupujesz mi lakier do włosów.
-A ty mi jednego cukierka!
-Stop! –wrzasnął Liam. – Ani ty, ani ty nie odkupujecie  sobie niczego i przytkać wreszcie te mordy, bo mi łeb pęka. Kłócicie się już tak od godziny!
-Dobra- usiadł zrezygnowany Mulat.
-O mamy gościa – rzekł już z entuzjazmem Liam.
-Znalazłem ją w parku na ławce sobie siedziała, więc dowiedziawszy się, że nasz kochany Malik ni zaprosił jej nigdy do nas do domu postanowiłem to jak najszybciej zmienić – rzekł z dumą Harry.
Zayn się zarumienił i jak najszybciej potrafił opuścił pokój.
-A temu co znowu? –zdziwił się Irlandczyk.
-Chyba się zawstydził.
-Nie dziwię się. Zdradził taką śliczną dziewczynę, Gdyby nie to, że jestem z Danielle … - zaczął Liam.
-Nawet nie kończ zdania – powiedziała groźnie nastolatka.
-Już, już, tylko mnie nie bij.
-Lou nadal u siebie w pokoju? – spytał Styles.
-Tak, nie wychodzi. Jak do niego zapukałam  to stwierdził, że nikt go nie kocha i będzie siedział i umierał w samotności – zacytował Liam.
-Marchewki na pewno go przekonają i od razu zmieni zdanie.
*
-O  Jezu jak późno, market zaraz zamykają. A mama kazała kupić mi mleko i masło.
-W lodówce jest jeszcze całe mleko ni i chyba masło. No chyba, że Niall ze żarł wszystko!
-Liam odwieziesz mnie do domu? – zadała pytanie robiąc oczy szczeniaczka Nina.
-Tak, jasne o tej porze nawet bym ci na to nie pozwolił.
-Dzięki …
-Harry jedziesz z nami?
-Tak, jasne – w progu od razu pojawił się entuzjastycznie kiwający głową chłopak.