Dobra macie i jarajcie się tym.
__________________________
-Mamo muszę iść dzisiaj do
szkoły?- jęczała nastolatka, z pierzyną naciągnięta na głowę.
-Tak, nie byłaś już tydzień, a
przypominam, że musisz zaliczyć angielski i matematykę, a za trzy tygodnie
koniec roku szkolnego.
-Proooszę – nadal jęczała
dziewczyna.
-Powiedziałam nie i
koniec-zakończyła dyskusję matka. –A i jeśli zaraz nie wstaniesz Paul pojedzie
bez ciebie, co oznacza mały spacerek przez pół Londynu.
-Tak, nie ma to jak czterdziestopięciominutowy marsz do szkoły z samego rana – powiedziała Nina niechętnie
wstając z łóżka.
-Co chcesz na śniadanie? –
wrzasnęła Haley.
-Jedzenie – odkrzyknęła
nastolatka.
-I jak siostra gotowa?
-A widzisz, żebym była gotowa? –
odburknęła. – Haley – wrzasnęła na cały dom. Po chwili w drzwiach pojawiła się
blondynka.
-Słucham skarbie – powiedziała
żona Paula.
-Nie wiem co ubrać, a raczej nie
mam.
-Kochanie, zaraz coś n a to
poradzę – uśmiechnęła się przyjaźnie.
-A ty co tu tak stoisz? – warknęła
w stronę Paula.
-Patrzę, jak męczysz moją śliczną
i cudowną żonę siostrzyczko. Dobra ja już sobie idę. Czekam za pół godziny w
aucie.
-Proszę – rzekła blondynka podając zestaw ubrań
-Dziękuję kochana jesteś –
stwierdziła brunetka rzucając się na szyję dziewczynie.
-Zostaw, bo udusisz! – jęknęła
blondyna.
-Już puszczam, puszczam.
*
-Hej siostrzyczko! – wydarł się dziewczynie do ucha brat.
-Paul weź tak nie wrzeszcz, bo ogłuchnę!
-Sorry, ale nie dam rady po ciebie przyjechać.
-Co?
-jajeczko. To co słyszałaś.
-Wysłałem po ciebie kogoś – i nie dając co kol wiek powiedzieć siostrze
rozłączył się.
Wredota – syknęła Nina. Chwilę po
rozmowie z bratem na szkolny parking, z piskiem opon wjechał brązowy samochód z
przyciemnianymi szybami.
-Wskakuj mała –odezwał się ktoś
zza otwartej do połowy szyby.
-Liam? Harry? Louis? Niall? Co wy
tu do cholery robicie?
-Twój brat do nas zadzwonił …
-Paul – syknęła dziewczyna i
zaczęła dusić rękoma powietrze, na co chłopacy wybuchli śmiechem.
-Jeżeli zaraz nie przestaniecie
się śmiać, to was wykastruję, wypchnę na balkon ki zrzucę was z niego.
-Księżniczko, nie denerwuj się bo
złość piękności szkodzi – Nina wytchnęła Louisowi język.
-Dobra dzieciaki, dajcie jej żyć.
Wskakuj do tyłu – uspokajał ich Liam.
Nastolatka posłusznie wykonała
polecenie.
-Harry, ale ja chcę przy oknie –
rzekła.
-Nie, teraz jest twoja kolej
siedzenia na środku –pokręcił głową Loczek.
-No, ale Lou jest zboczony. Liam
zrób coś z nim.
-Nie przeszkadzaj mu nędzna
niewiasto- krzyknął jej do ucha chłopak w koszulce w paski.
-Louis, wiem prawda boli, ale
jesteś zboczony – powiedziała Nina ściągając rękę chłopaka ze swojego kolana.
-Bo się fochnę!
-To się fochaj.
-No i się obraziłem. Nie
rozmawiam z tobą.
-To dobrze.
-No i fajnie.
-Super!
-Mamo kocham cię!
-Miałeś ze mną nie rozmawiać.
-No nie rozmawiam.
-No, a co w tej chwili robisz?
-Na pewno nie rozmawiam z tobą.
-Rozmawiasz!
-Nie rozmawiam!
-Rozmawiasz.
-Nie!
-Tak.
-Nie!
-Tak.
-Nie.
-Wiesz, że jesteś nieznośny?
-Wiem.
-To się zamknij!
-Już się zamykam.
-No … -zaczęła Nina.
-Twoje życzenie jest dla mnie
rozkazem królowo Nino.
-Lou, zamknij ryja, bo będziesz
dzisiaj spał sam i przyjdzie z pokoju Liama marchewkowy potwór i zje twoje
marchewki z doniczek – zagroził Hazza.
-Nie, tylko nie marchewki.
-To on ma w pokoju doniczki z
marchewkami? –zadała pytanie Niallowi brunetka, gdyż Harold był zajęty
grożeniem przyjacielowi.
-Nawet nie próbuj zrozumieć zrytej
psychiki Lou – wyjaśnił Irlandczyk.