niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 18 – Smutek

No, nieuchronnie zbliżamy się do końca historii Niny. 
____________________
 -Nina, wstań już- budziła Haley Ninę.
-Nie mam ochoty tam iść – mamrotała pod nosem dziewczyna, przytulając się do poduszki.
-Ale musisz!  Myślisz, że ja mam ochotę? Nina, złotko musimy to był twój brat, a mój mąż. Byliśmy małżeństwem zaledwie miesiąc, zawsze marzyłam, żeby zestarzeć się u jego boku i mieć chmarę rozwrzeszczanych wnucząt a tymczasem zostałam dziewiętnastoletnią wdową, po dwudziestoletnim mężu.
-Oj, nie martw się jeszcze sobie kogoś znajdziesz. Zobaczysz, będziesz jeszcze szczęśliwa. Wstajemy? – blondynka kiwnęła głową.
*
Gdy Nina schodził po schodach do salonu ubrana w czarną sukienkę i tego samego koloru balerinki. Wszyscy już na nią czekali. Byli tam zebrani już wszyscy bliscy. Babcia i dziadek przylecieli z Polski, mama, która ostatnio ma co raz lepsze relacje, Haley, która w tak młodym wieku straciła miłość swojego życia. Wszyscy zebrani byli odziani w czerń. Tylko brakowało chłopców z zespołu, którzy mieli dołączyć do nich na cmentarzu. Ogólnie w pomieszczeniu panowała smutna atmosfera. W końcu  każdy  z zebranych stracił ukochaną osobę. Przygnębiającą ciszę przerwał  zakończył dziadek Henryk :
-Wolicie  jechać autem, czy iść na pieszo? – zadał pytanie.
- I tak cmentarz jest niedaleko – stwierdziła Haley.- Możemy się przejść.
-Wiesz, ale po pół godzinie stania będziesz zmęczona i nie będzie ci się chciało iść dziesięć minut do domu – stwierdziła brunetka.
- No to jedziemy autem, Nina ma rację, a po drugi nie udało i się przełożyć dyżuru na inny dzień, cudem Sarah, zgodziła się zamienić na nockę – powiedziała córka pani Haliny. – Muszę być godzinę, przed rozpoczęciem dyżuru w szpitalu . Czyli zostanie mi jakaś godzina – obliczyła.
*
-Przykro nam – przed dziewczynami wyrosło pięciu przygnębionych nastolatków.  Wszyscy, Co do jednego byli ubrani w czarne garnitury i tego samego koloru koszule.
-Dzięki, że przyszliście- powiedziała blondynka.
-W końcu to był nasz kolega, zdążyłem go polubić – westchnął Liam.
- Będzie mi go brakowało  - stwierdził Niall.
- Tak, a najgorsze jest to, że był taki młody. Nie doczekał się syna – powiedział Louis spoglądając ukradkiem na blondynkę. – Albo córki – dodał po chwili widząc zapłakane oczy dziewczyny.
 -Haley, nie martw się. Teraz najważniejsze jest, byś była zdrowa i twoje dziecko przyszło na świat bez problemów. – dorzucił Harry.
-Zayn, musimy porozmawiać – powiedziała brunetka, widząc chłopaka trzymającego się z tyłu.  Chłopak skinął głową i razem z nastolatką oddalili się od grupy.
- Słucham? – warknął smutno chłopak nie patrząc dziewczynie w oczy.
-Zayn, spójrz na mnie – syknęła zirytowana zachowaniem chłopaka.  –Wiem, że zabolało cię nasze rozstanie, wiem o tym, ale to nie znaczy, że musisz mnie ignorować i wychodzić z pomieszczenia, jak do was przychodzę. Od samego początku musisz przyznać, że nie układało się między nami najlepiej. I może lepiej, że się rozstaliśmy. To co było między nami, to było tylko zwykłe, chwilowe zauroczenie.
-Masz rację. Zabolało, bo nie dostałem tego, co chciałem.  Zachowałem się głupio całując się z koleżanką ze szkoły będąc z tobą. To prze ze mnie wylądowałaś wtedy w szpitalu, naprawdę bardzo ciebie przepraszam – przyznał.
- Wiesz, może i dobrze, że wtedy tam zdarzył się ten wypadek. Byłam w ciąży z tobą, a dziecko zginęło. Tak, to coś by nas nadal łączyło, a tak, to każdy może iść swoją drogą, nie niszcząc sobie życia dzieckiem, w tak młodym wieku. Ja mam dopiero szesnaście lat, a ty masz od niedawna siedemnaście. Wyobrażasz sobie mnie jako matkę? Ja chcę sobie jeszcze poszaleć, a nie siedzieć sobie w domu z dzieckiem, w czasie, gdy moi rówieśnicy bawią się świetnie na imprezach.
-Masz rację, póki co nie nadajesz się na matkę. Może naprawdę dobrze, że tak się stało – uśmiechnął się na myśl o Ninie siedzącej w domu z jego dzieckiem.
-To co przyjaciele? – zaproponowała.
-Przyjaciele – zgodził się i razem z nastolatką dołączyli to reszty.